PCIT TRAMP

Iwaszkiewicza 67/8

70-786 Szczecin

Tel. +48 91 432 08 37

www.wyspy-owcze.pl

www.zewpolnocy.pl

 

Numer konta:

35  1140  2017  0000  4502  1307  1981

Twój e-mail:
Treść wiadomości:
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!
KONTAKT Z NAMI
W y d a w c a :
25 października 2021
Jest już dostępny dziewiąty odcinek podcastu „Wyspy Owcze bez tajemnic”! Koncepcję wymyślił i ją realizuje Łukasz Łach, założyciel Klubu Miłośników Wysp Owczych Faroe.pl i współautor naszego przewodnika. W kolejnym odcinku
03 października 2021
W listopadzie po raz 27. zostanie wręczona Nordic Council Environment Prize, czyli nagroda Rady Nordyckiej w dziedzinie ochrony środowiska. Hasłem tegorocznej edycji jest „Zrównoważony system produkcji żywności”. Wśród ośmiu nominacji
27 września 2021
Za taką należy uznać poniedziałkowy mecz TB–HB w Tvøroyri, który właśnie przeszedł do historii europejskiego futbolu. Piłkarzy najstarszego na Wyspach Owczych klubu poprowadziła do boju Helen Lorraine Nkwocha – pierwsza

Fot. Łukasz Chmielewski

 

Tekst i zdjęcia:  ADA i ŁUKASZ CHMIELEWSCY

 

Ada i Łukasz Chmielewscy

To była piękna wyprawa pełna przygód! Mama, tata, córeczki w wieku 4,5 lat oraz 9 miesięcy – czyli rodzina z Polski z letnią wizytą na Wyspach Owczych! Poprosiliśmy Adę i Łukasza Chmielewskich, by podzielili się wrażeniami z tej niezwykłej podróży. Oto ich relacja.

 

Wyspy Owcze nie znalazłyby się pewnie nawet w pierwszej setce najlepszych kierunków na wakacje z małymi dziećmi.  Ale przy dobrym planie, realistycznych oczekiwaniach i odrobinie szczęścia do pogody, mogą stać się świetną przygodą i niepowtarzalnym wspomnieniem.  W lipcu 2021 roku wybraliśmy się tam z Celiną (4,5 roku) i Teklą (9 miesięcy).

 

Na Wyspy Owcze z... małymi owieczkami

Podstawowa zasada udanego podróżowania z dziećmi brzmi: wyjazd musi być zaplanowany dużo dokładniej niż zwykła wyprawa. Nikt tak jak my nie zna naszych dzieci, więc już na etapie kupowania biletów lotniczych musimy uwzględnić odpowiednią godzinę wylotu czy długość przesiadek. Podobnie będzie z każdym elementem podróży: wyborem środka transportu, miejsc do spania, planowaniem posiłków. Tylko rodzic jest w stanie zdecydować, czy jego dziecko dobrze się odnajdzie w trakcie godzinnych przejazdów autobusami, czy może nie obejdzie się bez wypożyczenia samochodu.

 

Wyspy Owcze. Fot. Łukasz Chmielewski

 

Wyjazd na Wyspy Owcze był naszym pierwszym wypadem z dwójką dzieci. Z Celiną jeździliśmy już sporo, więc wiedzieliśmy, że ani przelot z dwoma krótkimi przesiadkami, ani długie trasy autobusem nie będą problemem. Kluczowe w planowaniu trasy były więc dla nas dobre miejsca noclegu, umożliwiające późniejsze przemieszczanie się wyłącznie komunikacją publiczną.

 

Nasz wyjazd zaplanowaliśmy na lipiec – a więc szczyt sezonu, o czym przekonaliśmy się bardzo szybko, szukając noclegów. O ile z pokojami dla par - klasycznymi hotelowymi dwójkami - z reguły nie ma problemów, o tyle baza nieco większych niestety nie jest imponująca. Bezpośrednio przełożyło się to na plan naszego pobytu:

 

 

Przygody w szczycie sezonu

Pierwszego dnia, po wieczornym przylocie, pojechaliśmy do Tórshavn, gdzie zatrzymaliśmy się w Mørk Apartments (zarezerwowanym na booking.com) – sporym mieszkaniu, w cenie dwójki w „zwykłym” hotelu, z pięknym widokiem na całe miasto. Choć to lokum nieco oddalone od centrum, jest z nim dobrze skomunikowane dzięki czerwonym, darmowym autobusom. Na kolejne dwa dni stało się naszą bazą wypadową. Nazajutrz zwiedzaliśmy stolicę oraz popłynęliśmy na wyspę Nólsoy, a dzień później wyruszyliśmy przez Oyrarbakki do Tjørnuvíku.

 

Wyspy Owcze  z dziećmi. Fot. Łukasz Chmielewski

 

Czwartego dnia, po porannej wyprawie do Kirkjubøur, przejechaliśmy na północny wschód - do Norðdepil, gdzie w tamtejszym Lokk-Inn Apartments spędziliśmy trzy następne noce. I tym razem kluczowa była dostępność noclegów – ogromny, trzypokojowy apartament z tarasem, w mało popularnej wśród turystów miejscowości kosztował nas tyle, co zwykły pokój przy lotnisku Sørvágur.

W następnych dniach popłynęliśmy promem wokół Svínoy i Fugloy oraz wybraliśmy się do Viðareiði.

 

Siódmy dzień to kolejna „przeprowadzka”. Tym razem tylko na jedną noc – do Klaksvíku, gdzie w planie mieliśmy wejście na górujący nad miastem widokowy szczyt  Klakkur. Tego dnia skończyły się nasze tygodniowe bilety na autobusy i promy: o ile wcześniejsze dni planowaliśmy pod kątem wielu przejazdów, teraz przyszła pora już wyłącznie na chodzenie.

 

Następnego dnia polecieliśmy śmigłowcem na Vágar, by na ostatnie kilka dni zatrzymać się w Sørvágur. Tu spaliśmy w Guestrooms close to airport, a do dyspozycji mieliśmy wyłącznie mały pokój i wspólną łazienkę: warunki były więc typowo hostelowe, chociaż płaciliśmy dokładnie tyle samo, co w poprzednich obiektach.  Dwa dni na miejscu to wyprawy na Mykines i do Gásadalur, a ostatniego dnia – wczesny wylot do domu. W sumie przejechaliśmy autobusami prawie 300 km, a promami przepłynęliśmy ponad 100 km.

 

atrakcjE NA ŚWIEŻYM powietrzu

Najważniejsza sprawa, którą trzeba wziąć pod uwagę, planując wakacje na Wyspach Owczych, to fakt, że niemal 100% atrakcji to aktywności outdoorowe. W połączeniu z lokalizacją i klimatem, jaki tam panuje, trudno uznać ten archipelag za miejsce stworzone dla najmłodszych turystów.  

 

Wyspy Owcze z dziećmi. Fot. Łukasz Chmielewski

 

Na pewno inaczej odnalazłby się tam żądny przygód 10-latek, nie mówiąc już o przeciętnym harcerzu-licealiście! Ale dla przedszkolaka cały dzień na wietrze i chłodzie to duży wydatek energetyczny i emocjonalny. W domu staramy się, aby nasze dzieci spędzały dużo czasu na dworze, bez względu na porę roku, ale nie będziemy udawać, że nie jest to poziom skandynawskich „leśnych przedszkoli”, gdzie maluchy właściwie nie wchodzą do budynku i na dworze bawią się, jedzą i śpią przez okrągły rok. Teoretycznie byliśmy przygotowani na kiepską pogodę – mieliśmy czapki, szaliki, soft-shellowe kombinezony i ciepłe buty. Praktyka okazała się jednak bardziej okrutna, niż się spodziewaliśmy.

 

Dziś, z perspektywy widzimy, że byliśmy świetnie przygotowani na kilkugodzinne wycieczki. Na miejscu okazało się jednak, że na Wyspach Owczych… właściwie NIE MA gdzie się schronić i ogrzać, dlatego jeśli nie spędza się czasu w hotelu, na dworze często trzeba przebywać cały dzień.

 

Większość atrakcyjnych turystycznie miejsc to atrakcje przyrodnicze. Podczas wędrówek spotkamy wioski, ale stoją w nich głównie prywatne domy, gdzie turystów raczej się nie zaprasza. Kawiarni i restauracji najzwyczajniej w świecie w nich NIE MA, a jeśli już są, to w trakcie naszych wizyt były zamknięte na cztery spusty. Obiekty, których przedstawiciele odpisywali na nasze wiadomości na Facebooku, informowały, że niestety nie działają w tym sezonie z względu na trudności z zatrudnieniem personelu. W efekcie, jadąc na całodniową wycieczkę musieliśmy brać pod uwagę, że cały ten czas spędzimy na dworze. Przy 13-15 stopniach i silnym wietrze nie brzmi to jak idealny plan dla dziecka.

 

Pomysłowość w obliczu wyzwań

Jak sobie z tym radziliśmy? Na pewno absolutną podstawą było dobre ubranie, dużo warstw i wiatroodporne materiały. Po drugie – termos z herbatą i pudełka na jedzenie, aby prowiant na cały dzień zabrać ze sobą. Staraliśmy się unikać kanapek na trzy posiłki dziennie. Jeśli mielibyśmy wrócić na Wyspy Owcze, na co bardzo liczymy, na pewno nasz bagaż powiększylibyśmy o opakowania-termosy na jedzenie, aby móc zabrać na całodzienną wycieczkę np. gorącą zupę albo kaszę z sosem.

 

Plusem były porządnie wyposażone kuchnie w każdym z apartamentów, w których się zatrzymywaliśmy. Z naszych doświadczeń wynikło, że nie ma co polegać na restauracjach lub barach szybkiej obsługi, które –  nawet jeśli są – bywają otwarte przez 2-3 godziny dziennie, jak np. w Klaksvíku, drugim pod względem wielkości mieście Wysp Owczych.

 

Na Wyspy Owcze z dziećmi. Fot. Łukasz Chmielewski

 

Sporą zagwozdką logistyczną był też niewygodny rozkład autobusów (dostępny na www,ssl.fo) , dopasowany – co oczywiste – do potrzeb mieszkańców, nie turystów. Bardzo skrupulatnie sprawdzaliśmy godziny przyjazdów i odjazdów, szczególnie tych mniej popularnych linii, aby nie utknąć gdzieś bez możliwości powrotu do bazy. Niestety, nie wszędzie, gdzie chcieliśmy, udało nam się dotrzeć. Czasem rozkłady pozwalały albo na wycieczkę trwającą 6-7 godzin, co nie wchodziło w grę, albo na pobyt w miejscu docelowym przez 20 lub 30 minut, co byłoby zupełnie niewarte zachodu.

 

Najpierw planowanie, później przyjemności

Konsekwencją uciążliwej pogody i ograniczonych możliwości transportowych przy wykorzystaniu transportu publicznego jest konieczność bardzo, ale to BARDZO uważnego zaplanowania każdej wycieczki. Powiedzmy to szczerze – jeśli trzeba będzie poczekać godzinę lub dwie na autobus, będzie to oczekiwanie pod chmurką, a w najlepszym wypadku pod zadaszoną wiatą przystankową. Dla dzieci może to być niezbyt przyjemne doświadczenie po kilkugodzinnym chodzeniu.

 

Kiedy już stawimy czoła nieprzychylnej pogodzie (a przecież Farerzy mają tak przez całe życie…), czeka nas i nasze pociechy mnóstwo radości, płynącej z niczym nieograniczonego kontaktu z naturą. Nasza starsza córka z wielką frajdą oddawała się hasaniu po łące, zbieraniu ciekawych kwiatków, kontemplacji życia owiec i analizie pozostawianych przez nie bobków. Bardzo interesowało ją też lokalne życie i mnóstwo ciekawostek, które mijaliśmy na każdym kroku – np. specjalne konstrukcje w drodze, uniemożliwiające owcom przejście, samoobsługowy sklepik z domowymi przetworami w Gásadalur czy – jej ulubione miejsce – bramka uniemożliwiająca owcom wejście na przystanek autobusowy. Myślę, że nie ma szans, żeby wakacje we Władysławowie czy Zakopanem dostarczyły jej tyle nowych możliwości poznania świata.

 

Fot. Łukasz Chmielewski. Na Wyspy Owcze z dziećmi.

 

Najważniejszą „dziecięcą” atrakcją Wysp Owczych jest z pewnością Mykines i tamtejsze maskonury, znane każdemu przedszkolakowi za sprawą netflxowego „Puffin Rock”. Zaplanowaliśmy je na sam koniec wyjazdu, pamiętając jednak, by nie był to dzień ostatni. Przy złej pogodzie powrotny prom może zostać bowiem odwołany, co może skończyć się niespodziewanym noclegiem na wyspie.

 

Nie mniejsze wrażenie – przynajmniej na czterolatce – robił przelot śmigłowcem: dzieci do 6. roku życia latają za darmo, a ceny biletów dla dorosłych również nie odstraszają. Miłym zaskoczeniem były place zabaw. Na naszej trasie spotkaliśmy trzy – w Tórshavn, Viðareiði i Hvannasund. Wszystkie bardzo fajne.

 

Warto porządnie zaopatrzyć apteczkę, bo dostęp do lekarstw poza dwoma największymi miastami jest znacznie utrudniony. Nam kropelki do nosa uratowały pół nocy, kiedy dzieci nie mogły spać przez niespodziewany katar. Przygotujcie się też na długie pogadanki o niesprawiedliwościach losu, bo dla czterolatki wcale nie jest oczywiste, dlaczego miejscowe dzieci mogą biegać przy 12 stopniach w krótkim rękawku, a ona nie? Jeśli nie wybieracie się na górskie wędrówki, to prawie wszędzie uda się dojechać wózkiem – włącznie ze szczytem Klakkur. Warto wziąć zimowy, ciepły śpiworek – nawet latem.

 

Na Wyspy Owcze z dziećmi. Fot. Łukasz Chmielewski

 

Wakacje na Wyspach Owczych to pomysł dla rodzin, które naprawdę lubią chodzić. Unikaliśmy dłuższych wycieczek z obawy o dzieci, a i tak przez 9 dni przeszliśmy na pieszo ponad 100 km! Uważamy, że to całkiem imponujący wynik jak na czterolatkę, nie mówiąc już o niemowlaku wożonym po królewsku w spacerówce!

 

Podsumowując: czy polecilibyśmy wakacje na Wyspach Owczych rodzinom z dziećmi? TAK, ale tylko takim, które dokładnie wiedzą, dlaczego chcą tam pojechać i na co muszą być przygotowani oraz takim, które będą miały wszystko perfekcyjnie zaplanowane. Raz jeszcze warto podkreślić, że nie jest to alternatywa dla wakacji all inclusive ani dla gorących wysp na południu Europy.

 

Wyspy Owcze z dziećmi

Wyspy Owcze. Fot. Łukasz Chmielewski
12 września 2021